Wirtualny KNURÓW - Strona główna Wirtualny KNURÓW
Forum dyskusyjne
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Cena sojuszu z USA

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wirtualny KNURÓW Strona Główna -> Wolna dyskusja
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Benon



Dołączył: 02 Wrz 2013
Posty: 34

PostWysłany: Sob Maj 05, 2018 1:56 am    Temat postu: Cena sojuszu z USA Odpowiedz z cytatem

Cena sojuszu z USA

Stany Zjednoczone popierają roszczenia organizacji żydowskich do mienia bezspadkowego po ofiarach Holokaustu. Czy w związku z tym zacieśnianie sojuszu polsko-amerykańskiego jest dla Polski opłacalne?

Sojusz należy zawiązywać wtedy, kiedy można się spodziewać, że korzyści z niego wynikające będą przewyższały straty, jakie może przynieść.

Dla Polski celem sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi jest powstrzymywanie skierowanego przeciwko niej ekspansjonizmu rosyjskiego i niemieckiego, a w szczególności obu tych ekspansjonizmów sprzymierzonych ze sobą.

Jeżeli zaś chodzi o Stany Zjednoczone, to wiele wskazuje na to, iż chcą aby fundamentalnym składnikiem ceny za ochronę Polski było przekazanie organizacjom żydowskim majątku lub równowartości majątku po ofiarach Holokaustu, które zmarły nie pozostawiwszy spadkobierców.

24 kwietnia 2018 roku Kongres USA przyjął przez aklamację ustawę S.447 (tzw. JUST Act) zobowiązującą Sekretariat Stanu do złożenia w ciągu 18 miesięcy sprawozdania oceniającego między innymi postępy w przejmowaniu pożydowskiego mienia bezspadkowego przez organizacje „przemysłu Holokaustu”. Aby ów akt prawny stał się obowiązujący potrzebny jest jeszcze podpis prezydenta. [1]

Istotną dla Polski konsekwencją wejścia w życie ustawy S.447 będzie formalne uznanie przez Stany Zjednoczone bezpodstawnych roszczeń organizacji żydowskich do bezspadkowego mienia po ofiarach Szoah.

Wicepremier Gowin wróciwszy z USA oznajmił w programie "Gość Wiadomości" w TVP INFO:

„Usłyszałem [w USA], że jeżeli rozwiążemy ten problem, który ostatnio rzucił się cieniem na stosunki polsko-amerykańskie, mam przede wszystkim na myśli nieporozumienie towarzyszące nowelizacji ustawy o IPN, ten cel, jakim są stałe bazy w Polsce, jest do osiągnięcia w ciągu 2-3 lat.” [2]

Gowin miał oczywiście na myśli nowelizację ustawy o IPN przewidującą karanie za pomówienia o współodpowiedzialności Narodu Polskiego za Holokaust. Z powyższej wypowiedzi wicepremiera wynika, że Amerykanie wiążą rękojmie bezpieczeństwa dla Polski ze sprawami polsko-żydowskimi.

Temat wspomnianej nowelizacji ustawy o IPN podjął również ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Paul W. Jones, który w skierowanym do Polaków wystąpieniu powiedział:

„Stany Zjednoczone wspierały odzyskanie przez Polskę niepodległości i niezależności 100 lat temu i z dumą wspieramy Polskę dziś. (…)

Zgadzamy się, że sformułowania takie jak „polskie obozy zagłady” są niewłaściwe i krzywdzące. Jednak należy je zwalczać sposobami, które chronią podstawowe wartości. Dla Amerykanów podstawową wartością jest ta zapisana w I poprawce do Konstytucji – wolność słowa i wolność mediów. (…)” [3], [4]

Zacytowana wypowiedź ambasadora Jonesa nasuwa pytania: Czy obowiązujące od dawna w Polsce, w Izraelu i w innych krajach ustawy sankcjonujące kary za negowanie lub umniejszanie zbrodni Holokaustu nie naruszają tak ważnej dla Amerykanów wolności słowa? A jeżeli tak, to dlaczego Stany Zjednoczone nie protestowały przeciwko tym ustawom?

Moim zdaniem ów dysonans jaki wywołuje przemówienie ambasadora skrywa w sobie komunikat władz USA: „Polacy! Jeśli chcecie zacieśnienia sojuszu z USA, nie stawiajcie się Żydom.”.

Światowa Organizacja ds. Restytucji Mienia Żydowskiego (WJRO) szacuje, że wartość znajdującego się w Polsce bezspadkowego mienia po ofiarach Holokaustu wynosi około 300 mld dolarów – taką kwotę podała w liście skierowanym do polskiego ministerstwa sprawiedliwości. [5]

300 mld dolarów stanowi ponad połowę PKB Polski w roku 2017.

Jeżeli dla kogoś ułamek PKB jest wskaźnikiem mało przemawiającym niech weźmie pod uwagę następujące porównanie.

W „Sprawozdaniu w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939 -1945” opublikowanym w styczniu 1947 roku przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów podano, że straty materialne jakie poniosła Polska wskutek II Wojny Światowej wynoszą 258,432 mld zł – jest to kwota obliczona według wartości złotego w dniu 1 września 1939 roku. [6]

Uwzględniając że:

- kurs dolara w stosunku do złotego wynosił w 1939 roku około 5,26 zł,
- 1 dolar w roku 1939 odpowiadał siłą nabywczą mniej więcej 17,95 dolara w roku 2018, [7]
- II Wojna Światowa trwała dla Polski 2076 dni (od 01.09.1939 do 08.05.1945), czyli 5,69 roku

łatwo policzyć, że żydowscy szantażyści wspierani przez USA chcą wyciągnąć od nas dla siebie i swoich protektorów tyle, ile Polska traciła materialnie w ciągu bez mała dwóch lat II Wojny Światowej.

Uświadomiwszy sobie ile żąda od Polski Ameryka-Judaika warto wrócić do postawionego na początku pytania precyzując je w sposób następujący:

Czy cena 300 mld dolarów za amerykańską gwarancję ochrony jest współmierna do zagrożenia stwarzanego dla Polski przez Rosję i Niemcy oraz do pewności tejże gwarancji?

I jeszcze pytanko ekstra:

Według jakiego przelicznika będzie wyceniana przez USA krew polskich żołnierzy w coraz bardziej prawdopodobnej wojnie z Iranem?

Chciałbym usłyszeć odpowiedzi na te pytania od polityków z ugrupowań rządzących i opozycyjnych.
_________________
benon.salon24.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Reklamiarz






Wysłany:     Temat postu: Reklama Google


Powrót do góry
Benon



Dołączył: 02 Wrz 2013
Posty: 34

PostWysłany: Pon Cze 04, 2018 1:03 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wojska USA w Polsce – koszty, sens i S.447

Czy, a jeżeli tak, to ile powinniśmy płacić Stanom Zjednoczonym za obecność wojsk amerykańskich na terenie Polski? Jaką gwarancję da Polsce ulokowanie baz USA na jej terenie?

Cena amerykańskiej ochrony

W polityce międzynarodowej nie ma nic darmo. Jeżeli Stany Zjednoczone zgodzą się chronić Polskę swoimi wojskami, to Polska z pewnością będzie musiała za to zapłacić. Warto wiedzieć, że na przykład Republika Federalna Niemiec współfinansuje pobyt wojsk USA w jej granicach.

Jak doniosły media, władze Polskie zaproponowały, że przeznaczą 1,5 – 2 mld dolarów „na pokrycie kosztów ułatwienia stacjonowania” w Polsce amerykańskiej dywizji pancernej. Jest to zapewne kwota na start, na której nie zakończy się opłacanie Amerykanów. Można się o tym przekonać dokonując następującego szacunku. [1]

Stany Zjednoczone wydały w 2017 roku na cele militarne około 609,76 mld dolarów. Siły zbrojne USA liczą około 1,33 mln żołnierzy służby czynnej. Zatem roczne wydatki militarne USA w przeliczeniu na jednego żołnierza służby czynnej wynoszą mniej więcej 458,5 tys. dolarów (609,76 mld/1,33 mln = 458,5 tys.). [2], [3]

Liczebność dywizji wynosi przeważnie od 5 do 15 tys. żołnierzy. Załóżmy, że dywizja stacjonująca w Polsce będzie liczyła 10 tys. żołnierzy. Mnożąc roczne wydatki militarne USA w przeliczeniu na jednego żołnierza służby czynnej przez liczebność dywizji stacjonującej w Polsce otrzymamy szacunkowe wydatki przypadające na tę jednostkę wynoszące 4,59 mld dolarów (458,5 tys. x 10 tys. = 4,59 mld).

Przyjmując, że Polska będzie zwracała 50% wydatków przypadających na przebywającą na jej obszarze dywizję wyjdzie nam, że będziemy musieli każdego roku płacić Stanom Zjednoczonym 2,3 mld dolarów (4,59 mld/100 x 50 = 2,3 mld).

W 2017 roku Polska wydała na cele obronne około 10,01 mld dolarów, wobec tego danina na amerykańską dywizję pochłonęłaby około 23% polskich wydatków obronnych we wspomnianym roku (2,3 mld/10,01 mld x 100% = 23%). Dlatego chcąc utrzymać pozostałe wydatki wojskowe i jednocześnie płacić za amerykańską jednostkę należałoby podnieść kwotę przeznaczaną przez Polskę na obronność o 23%. [2]

Co nam da amerykańska baza?

Trudno odmówić wartości bojowej dobrze wyszkolonej i zaopatrzonej jednostce Sił Zbrojnych USA. Jednak stacjonująca w Polsce amerykańska dywizja nie będzie panaceum na militarne niebezpieczeństwa grożące Polsce ze strony Rosji. Wojska USA w Polsce będą znajdowały się pod amerykańską komendą i podejmą ewentualne działania wtedy, kiedy nie Polacy lecz Amerykanie uznają to za stosowne. Trzeba również brać pod uwagę wariant „taktycznej ewakuacji” sił USA w przededniu lub w czasie ewentualnej inwazji na Polskę. Ponadto przydatność dywizji pancernej będzie niewielka, jeżeli podstawowym środkiem agresji wymierzonej w Polskę będą na przykład ataki rakietowe.

Fortel S.447

Jak pisałem wcześniej tutaj, Amerykanie wiążą decyzję o lokalizacji stałych baz w Polsce ze sprawami polsko-żydowskimi. Od maja 2018 roku obowiązuje w Stanach Zjednoczonych ustawa S.447 (tzw. JUST Act) obligująca Sekretariat Stanu do złożenia w ciągu 18 miesięcy sprawozdania oceniającego między innymi postępy w przejmowaniu pożydowskiego mienia bezspadkowego przez organizacje „przemysłu Holokaustu”. Istotnym dla Polski następstwem tej ustawy jest prawne uznanie przez USA roszczeń żydowskich do bezspadkowego mienia po ofiarach Shoah.

Ważnym ogniwem łączącym kwestię finansowania wojsk amerykańskich w Polsce z ustawą S.447 może być zawarte w niej przyzwolenie na wykorzystanie mienia bezspadkowego po ofiarach Holokaustu na inne cele niż pomoc żyjącym ofiarom prześladowań Żydów oraz edukacja o Shoah. Czy takim celem nie może być umacnianie obronnego sojuszu polsko-amerykańskiego?

Wartość bezspadkowego mienia pożydowskiego w Polsce jest szacowana na ponad 300 mld dolarów. Wyobraźmy sobie teraz, że Amerykanie podczas negocjacji w sprawie ulokowania w naszym kraju bazy postawią warunek, aby Polska utworzyła wraz z organizacjami amerykańskimi i żydowskimi fundusz – nazwijmy go roboczo funduszem przyjaźni polsko-żydowsko-amerykańskiej – któremu przekaże bezspadkowe mienie pożydowskie lub jego ekwiwalent. Przyjmijmy wiedząc co nieco o naszej klasie politycznej, że Polska się na ten warunek zgodzi. Załóżmy ostrożnie, że fundusz będzie przynosił rocznie 1,5% zysku. 1,5% od 300 mld dolarów to 4,5 mld dolarów. Te 4,5 mld dolarów to 98% oszacowanych wcześniej rocznych wydatków przypadających na dywizję amerykańską, która miałaby stacjonować w Polsce (4,5 mld/4,59 mld x100% = 98%).

Przypomnijmy sobie, żeśmy wcześniej przyjęli, iż Polska zwracałaby USA 50% wydatków przypadających na dywizję. Jeżeli dodamy do tego owe 98% uzyskiwane z fundacji, to wyjdzie nam, że do Wuja Sama trafiałoby rocznie z Polski 148% wydatków przypadających na amerykańską jednostkę pancerną stacjonującą w naszym kraju. W liczbach bezwzględnych byłoby to równoważne kwocie 6,8 mld dolarów (2,3 mld + 4,5 mld = 6,8 mld).

W takim układzie roczna stopa zysku z inwestycji w postaci dywizji amerykańskiej przysłanej do Polski wynosiłaby 48% (148% - 100% = 48%). Doprawdy byłby to zysk na miarę takiego rekina biznesu jak Donald Trump, zasiadający obecnie w fotelu prezydenta USA.

Więcej asertywności

Główne siły polskiej klasy politycznej sprawiają wrażenie, jakby kierowały się taką oto trawestacją słów z pamiętnego przemówienia Józefa Becka: „Jest jedna rzecz, która dla bezpieczeństwa Polski jest bezcenna. Tą rzeczą są wojskowe bazy USA na terenie naszego kraju.”

Gdyby polskie elity polityczne wykazywały więcej asertywności w relacjach z USA i w komentowaniu tych relacji na forum publicznym, zapewne cena współpracy z Ameryką byłaby niższa.
_________________
benon.salon24.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Knight_in_fire



Dołączył: 06 Maj 2014
Posty: 145
Skąd: Rybnik

PostWysłany: Sro Gru 19, 2018 9:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.nacjonalista.pl/2018/07/06/wojciech-podjacki-trump-jest-przyjacielem-syjonu/

Cytat:
14 maja 2018 roku niezwykle uroczyście obchodzono 70. rocznicę powstania państwa Izrael. W tym dniu nastąpiło też oficjalne przeniesienie ambasady Stanów Zjednoczonych z Tel Awiwu do Jerozolimy, co wywołało wśród Żydów „kumulację szczęścia”, manifestowaną na ulicach, na których wywieszono wielką liczbę transparentów i plakatów sławiących Donalda Trumpa. Widać też było liczne billboardy z jego wizerunkiem, a żydowscy mieszkańcy Jerozolimy ozdobili zdjęciami prezydenta amerykańskiego okna i balkony swych domów, a nawet samochody. Wśród haseł widniejących na plakatach wyróżniały się szczególnie dwa: „Trump czyni Izrael wielkim” i „Trump jest przyjacielem Syjonu”. Z tej okazji zapowiedziano także wybicie specjalnej edycji monet z wizerunkiem Trumpa, a klub piłkarski Beitar ogłosił, że zmienia nazwę i od teraz będzie się nazywać – Beitar Trump Jerozolima.

Uroczystego otwarcia ambasady amerykańskiej dokonała córka prezydenta USA Ivanka, której asystował mąż Jared Kushner. W ceremonii brali także udział: zastępca szefa dyplomacji amerykańskiej John Sullivan, sekretarz skarbu Steven Mnuchin oraz licznie przybyli senatorowie i kongresmeni. Stronę izraelską reprezentowali prezydent Reuwen Riwlin i premier Benjamin Netanjahu, który w swoim przemówieniu podkreślił, że to „historyczny moment”, oraz że „to dzień, który będzie wygrawerowany w naszej narodowej pamięci na pokolenia”. Podziękował również prezydentowi amerykańskiemu „za odwagę w dotrzymaniu obietnicy”, a swoje wystąpienie zakończył stwierdzeniem, że Jerozolima to „wieczna i niepodzielna stolica Izraela”.

Jednostronna i arbitralna decyzja administracji amerykańskiej, nielicząca się ze skomplikowanymi uwarunkowaniami i opinią międzynarodową, doprowadziła do tego, że ceremonię zorganizowaną przez izraelskie MSZ zbojkotowało 54 z 86 ambasadorów, w tym większość państw UE, spośród których wyłamały się tylko: Austria, Węgry, Rumunia i Czechy. Sytuacja ta jest konsekwencją działań podjętych przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, który 6 grudnia 2017 roku uznał Jerozolimę za część terytorium Izraela i za jego stolicę oraz postanowił przenieść do tego miasta ambasadę swojego państwa. USA broniąc tej decyzji doznały jednak prestiżowej porażki na forum międzynarodowym, bowiem już 18 grudnia 2017 roku odbyło się głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, podczas którego wszyscy jej członkowie, oczywiście poza przedstawicielem Stanów Zjednoczonych, głosowali za projektem rezolucji potępiającej działania Amerykanów. Pomimo tego, że rezolucja została zablokowana wskutek weta amerykańskiego, to należy podkreślić, że taki wynik głosowania (14:1) „bardzo rzadko zdarza się w Radzie Bezpieczeństwa, zwłaszcza przeciw supermocarstwu o globalnej sieci sojuszy”. Kolejną porażkę administracja Trumpa zaliczyła 21 grudnia na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które w przyjętej rezolucji potępiło jej poczynania dotyczące zmiany statusu Jerozolimy. „Stany Zjednoczone głosowały przeciw wraz z Izraelem i 7 innymi państwami. Lecz za projektem było 128 państw, stanowiących dwie trzecie członków ONZ i aż trzy czwarte uczestników głosowania, bo 35 krajów – w tym Polska – wstrzymało się od głosu, a 21 nie uczestniczyło w głosowaniu”[1]. Jednak nie zniechęciło to Trumpa do forsowania „swoich” koncepcji w stosunku do Bliskiego Wschodu, czego ostatnim przykładem jest wystąpienie USA z Rady Praw Człowieka ONZ, co ma związek z „nadmiernym” krytykowaniem Izraela przez tą instytucję. I jeśli nawet można się zgodzić z krytyczną opinią wyrażoną przez ambasador Nikki Haley, która powiedziała, że „po raz kolejny ONZ pokazuje swoją hipokryzję piętnując Stany Zjednoczone, podczas gdy jednocześnie ignoruje naganną kartotekę praw człowieka wielu członków swojej Rady”, oraz że organizacja ta jest „protektorem państw łamiących prawa człowieka i szambem (kloaką) politycznych uprzedzeń”[2]. To jednak należy zwrócić uwagę na to, że administracja amerykańska swoim bezwarunkowym poparciem dla Izraela ośmiela to państwo do dokonywania kolejnych bandyckich czynów, co niewątpliwie przyczynia się do eskalacji napięcia w całym regionie.

Nie można też inaczej rozpatrywać, jak tylko w kategoriach wzmocnienia pozycji Izraela, ostatnich posunięć Trumpa wobec Iranu, z którym zerwał on niedawno porozumienie dotyczące irańskiego programu nuklearnego i zapowiedział nałożenie na ten kraj dotkliwych sankcji[3]. USA zaostrzając kurs w stosunku do Persów nie tylko nie liczą się z opinią pozostałych sygnatariuszy porozumienia, ale także zachowują się w taki sposób, jakby szukały pretekstu do wywołania wojny z tym państwem. Przypomina to rozgrywkę z Irakiem, który posądzano o „posiadanie broni masowej zagłady i o gotowość udostępnienia jej Al-Kaidzie”, ale do dzisiaj nie przedstawiono na to wiarygodnych dowodów, chociaż podobno intensywnie ich poszukiwano. Także domniemane „powiązania reżimu Saddama z Al-Kaidą i innymi organizacjami terrorystycznymi nie znalazły potwierdzenia”[4]. Nie może więc dziwić, że cały świat z niepokojem obserwuje, jak prezydent USA wygłasza groźby wobec Teheranu, które najwyraźniej nie mają innego uzasadnienia poza troską o interesy sojusznika izraelskiego. W tych okolicznościach wcale mnie nie zdziwi, gdy Stany Zjednoczone zdecydują się na kolejną inwazję, zapewne pod wielce „humanitarnym” hasłem – „Irańska Wolność”, przypominającym do złudzenia podobny slogan propagandowy zastosowany podczas rozprawy z Irakiem. Tyle tylko, że poza pozbyciem się brutalnego dyktatora nie osiągnięto w Iraku nic znaczącego, a powstały w wyniku tej awantury wojennej chaos kosztował setki tysięcy istnień ludzkich i biliony dolarów strat. Czy więc zanosi się na to, że tym razem będzie podobnie?

Nie można się też dziwić, że pomimo zapewnień prezydenta Trumpa, który w specjalnym nagraniu wideo skierowanym do uczestników ceremonii odbywającej się w Jerozolimie, powiedział, że „USA pozostają zaangażowane w proces pokojowy między Izraelem a Palestyńczykami” i że „wyciąga dłoń do Izraela, Palestyńczyków oraz ich sąsiadów”, to mało kto uwierzył w szczerość jego intencji. Trump bowiem robiąc prezent Izraelczykom doprowadził do wzrostu napięcia w regionie, co zaskutkowało masowymi demonstracjami w Strefie Gazy, które zostały krwawo stłumione przez wojsko izraelskie. Już pierwszego dnia protestu zginęło ponad 50 demonstrantów, a tysiące zostało rannych. Ten straszliwy rozlew krwi spowodowany był głównie tym, że żołdacy izraelscy strzelali nie po to, aby rozproszyć manifestujące tłumy, lecz żeby zabić jak największą liczbę osób. W ten sposób chcieli zapewne sterroryzować Palestyńczyków, a całemu światu pokazać, że Izrael mając poparcie Stanów Zjednoczonych może sobie pozwolić nawet na ludobójstwo i uprawianie terroru. I pomimo tego, że przekaz płynący z mediów został zdominowany doniesieniami o masakrze w Gazie, oraz że padło wiele słów potępienia pod adresem Izraela, a RPA i Turcja na znak protestu odwołały swoich ambasadorów z Tel Awiwu. To jednak trzeba przyznać, że otwarcie ambasady amerykańskiej w Jerozolimie jest sukcesem Netanjahu, który buńczucznie ogłosił, że dzięki poparciu USA „Izrael jest liderem całego regionu”. W tym przypadku również gospodarz Białego Domu pokazał po raz kolejny, że niezależnie od kosztów gotów jest realizować „swoją” politykę.

Dlaczego obecna administracja amerykańska stała się tak gorliwym rzecznikiem interesów izraelskich? No cóż, wiele wskazuje na to, że Trump stara się podreperować notowania Republikanów przed wyborami do Kongresu, które mają się odbyć w 2018 roku, a poparcie bardzo wpływowego lobby izraelskiego (lub szerzej żydowskiego) może się w oczywisty sposób przełożyć na szczodrość koszernych sponsorów, co zwiększy szansę partii prezydenckiej na sukces wyborczy. Czym więc jest to wpływowe lobby? Wydaje się, że najlepiej wyjaśnili to John J. Mearsheimer i Stephen M. Walt, autorzy książki „Izraelskie lobby w USA”, którzy uznali, że: „Lobby to jest luźną koalicją ludzi i organizacji, która chce tak wpłynąć na amerykańską politykę zagraniczną, by jak najbardziej sprzyjała ona państwu Izrael. […] Lobby nie jest zjednoczonym ruchem z centralnym kierownictwem, a tym bardziej koterią czy grupą spiskowców, która kontroluje amerykańską politykę zagraniczną. To po prostu wpływowa grupa interesu, złożona zarówno z Żydów, jak i z gojów, której celem jest przeforsowanie sprawy Izraela w Stanach Zjednoczonych i wpłynięcie na amerykańską politykę zagraniczną w taki sposób, który według członków tej grupy przysłuży się państwu żydowskiemu. Rozmaite grupy tworzące to lobby nie zgadzają się we wszystkich kwestiach, choć łączy je chęć promowania specjalnych stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem”[5].

Henry Kissinger stwierdził, że obecnie w Białym Domu „toczy się wojna między Żydami i nie-Żydami”. Ostatnie wydarzenia pokazały, że wojnę tę wygrywają Żydzi, co przejawiło się nie tylko w tym, że stanowisko doradcy prezydenta stracił w sierpniu 2017 roku Steve Bannon, którego zięć Trumpa określił mianem antysemity i oskarżył o to, że kreuje się „na prawicowego obrońcę Izraela po to, aby realizować własne antysemickie pragnienie szkodzenia jego interesom”[6]. O rosnących wpływach żydowskich świadczy też obranie przez USA kursu konfrontacyjnego w stosunku do krajów wrogo usposobionych do państwa żydowskiego. Ważną rolę w tej rozgrywce wypełnia zgrany duet małżeński – Ivanka Trump i Jared Kushner – zwany w skrócie „Jarvanką”, który właściwie gra pierwsze skrzypce w zakresie polityki związanej z Żydami i Izraelem. Oboje mają w Białym Domu „zupełnie niezależną pozycję i status wyższy niż inni”, a przy tym są bardzo ambitni. Ivanka marzy podobno o tym, aby kiedyś wystartować w wyborach prezydenckich i konsekwentnie do tego zmierza. Doskonale dogaduje się z ojcem, którego zawsze wspierała w jego ambicjach politycznych, a także w sprawach prywatnych, aż w końcu dorobiła się tytułu mini-Trumpa. Ojciec zaś okazuje jej szczególne względy, nawet do tego stopnia, że nie miał „problemu z przejściem swojej córki na ortodoksyjny judaizm, gdy stało się to niezbędnym krokiem poprzedzającym zawarcie małżeństwa”, co podobno było dla niego nietypowym zachowaniem. Michael Wolff, będąc dobrze poinformowanym o funkcjonowaniu dworu Trumpa, stwierdził, że Ivanka jest „obecnie w praktyce Pierwszą Damą, przeszła na judaizm i w rezultacie została pierwszą Żydówką w Białym Domu”[7]. Nie ma on jednak na myśli jej pochodzenia etnicznego, tylko wyznanie religijne. Pozycja prezydenckiej córki wzmocniła się też dlatego, że Melania Trump w widoczny sposób dystansuje się od wielu poczynań swojego męża.

Dla Jareda zaś najważniejszym powodem do zaangażowania się po stronie teścia „była dźwignia – rozumiana przez niego jako bliskość” do ośrodka władzy prezydenckiej, która miała mu utorować drogę do kariery. Jest on synem miliardera Charlesa Kushnera, który dorobił się fortuny na rynku nieruchomości i wnukiem ofiar Holokaustu przybyłych z Polski do USA w 1949 roku. Jest też ortodoksyjnym Żydem, gorliwie przestrzegającym nakazów swojej religii. W Białym Domu otoczył się współwyznawcami i dlatego w piątkowe popołudnie jego biuro przestaje funkcjonować, ponieważ personel rozpoczyna świętowanie szabasu[8]. Podobnie jest w jego domu, bowiem „nie da się do nich dodzwonić pomiędzy zmierzchem piątkowym i sobotnim, bo mają wtedy wyłączone telefony”[9]. Jared uczęszczał do prywatnej szkoły żydowskiej, a potem studiował na Harvardzie, gdzie podobno nie szło mu najlepiej, lecz szczodra ojcowska darowizna na rzecz uniwersytetu w wysokości 2,5 mln dolarów rozwiązała jego problemy z nauką. W wieku zaledwie 27 lat przejął rodzinny biznes, co miało związek ze skazaniem jego ojca na karę dwóch lat więzienia „za unikanie podatków, nielegalne działania związane z finansowaniem kampanii i manipulowanie świadkami”. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że po latach, gdy dzięki zwycięstwu Trumpa dochrapał się znaczącej pozycji w polityce amerykańskiej, zemścił się na byłym prokuratorze Chrisie Christie, który wsadził do więzienia Charlesa Kushnera. Jared doprowadził do tego, że usunięto go z otoczenia prezydenta.

Trzeba przyznać, że Trump bardzo wiele zawdzięcza swojemu zięciowi, ponieważ w dużej mierze to dzięki jego zaangażowaniu w kampanię wyborczą, szczególnie w mediach społecznościowych, uzyskał zwycięstwo. Młody Kushner naraził się przy tym na niezadowolenie swojej rodziny, bo „ojciec Jareda był zdecydowanym zwolennikiem Demokratów. Wpłacił na ich rzecz milion dolarów w 2002 roku. Dwa lata wcześniej, gdy Hillary Clinton ubiegała się o fotel senatora, wsparł ją kwotą 90 tys. dolarów”[10]. Jared również wpierał finansowo kampanię przeciwników obecnego prezydenta. Wolff skomentował tę zadziwiającą metamorfozę pisząc, że: „Jared Kushner w dość krótkim czasie – w ciągu niespełna roku – przeszedł od standardowych poglądów demokratycznych, w których został wychowany, do trumpizmu, czym zszokował wielu swoich znajomych. Zadziwił między innymi swojego brata, którego firma ubezpieczeniowa Oscar, finansowana z pieniędzy rodziny Kushnerów, miała ponieść olbrzymie straty wskutek cofnięcia ustaw Obamacare”. Z uznaniem natomiast wypowiada się o nim jego teść, który stwierdził podczas jednego z wieców, że: „Jared odniósł sukces w nieruchomościach, ale wydaje mi się, że bardziej lubi politykę niż nieruchomości”. W dowód uznania mianował Kushnera swoim doradcą ds. umów handlowych i Bliskiego Wschodu. Nie jest to zbyt eksponowane stanowisko, ale ma kluczowe znaczenie dla wielu decyzji zapadających w Białym Domu. Jared zresztą woli pozostawać w cieniu głównych aktorów, pełniąc rolę szarej eminencji. Stara się jednak wzmacniać swoją pozycję w konfrontacji z rywalami wywodzącymi się z kręgów prawicy amerykańskiej. Dlatego „ściągnął do Białego Domu własnych żydowskich twardzieli – Żydów z Goldman Sachs”. Jednym z nich jest Gary Cohn były prezes banku Goldman Sachs, w którym Jared odbywał podczas studiów letnią praktykę. „Cohn – demokrata z przekonania, globalistycznie i kosmopolitycznie nastawiony mieszkaniec Manhattanu, który głosował na Hillary Clinton”, stał się dla niego cennym sojusznikiem. Kolejną „gwiazdą” ściągniętą z tej samej kuźni kadr jest Dina Powell, lecz pozyskanie jej było zasługą Ivanki, która włożyła wiele wysiłku, aby ją przekonać do przyłączenia się do drużyny Trumpa. Zdaniem Wolffa „Powell zdecydowała się wziąć udział w politycznie ryzykownej grze, w której jednak mogła zdobyć bardzo atrakcyjną nagrodę. Uznała, że przy pomocy Jareda i Ivanki, a także Cohna, jej przyjaciela i sojusznika z Goldman Sachs, mogłaby przejąć kontrolę nad Białym Domem. Takie było założenie jej ambitnego tajnego planu”. Cohn i Powell nie są jedynymi ludźmi z Goldman Sachs w otoczeniu Trumpa, bo funkcję sekretarza skarbu w jego gabinecie pełni wywodzący się z rodziny żydowskiej Steven Mnuchin, który pracował w tej firmie przez 17 lat, jako bankier, a był też współpracownikiem George Sorosa. W tym kontekście nie może więc dziwić, że po wyeliminowaniu Bannona, który w końcu doszedł do wniosku, że „Trump w głębi serca jest miękki”, to właśnie „Jared i Ivanka, wspierani przez swoich doradców z Goldman Sachs, zmienili przesłanie i styl Białego Domu”[11].

O silnej pozycji lobby izraelskiego w otoczeniu prezydenta USA świadczy wymownie to, że „Trump bezzwłocznie przekazał Jaredowi sprawy Bliskiego Wschodu, czym uczynił go jednym z najważniejszych graczy do spraw stosunków międzynarodowych w tej administracji, a tak naprawdę na całym świecie”. Dlaczego to zrobił? Ponieważ, jeśli ufać informacjom przekazanym przez Wolffa, to „z punktu widzenia Trumpa powierzenie Kushnerowi odpowiedzialności za Izrael było nie tylko sprawdzianem, ale wręcz żydowskim sprawdzianem – prezydent wyróżnił go w ten sposób, nagrodził za takie, a nie inne pochodzenie. To niemal niemożliwe do wykonania zadanie wyznaczył mu, właśnie dlatego, że był Żydem – dając w ten sposób wyraz stereotypowemu przekonaniu, że Żydzi są świetnymi negocjatorami”[12]. Czy Trump podjął słuszną decyzję? Wątpię w to, ponieważ już dzisiaj można zauważyć, że podjęta przez Kushnera i lobby izraelskie próba poukładania na nowo spraw na Bliskim Wschodzie, oczywiście w interesie państwa żydowskiego, jeszcze bardziej skomplikowała sytuację w tamtym regionie. Żydzi wbrew intencjom Trumpa nie wykazali też zbyt wielkich uzdolnień negocjacyjnych, za to Izrael z upodobaniem realizuje politykę szantażu i brutalnego gwałtu wobec swoich sąsiadów. Uznanie zaś Jerozolimy za stolicę Izraela stało się na osobiste życzenie Sheldona Adelsona, największego donatora Partii Republikańskiej, syjonistę i magnata kasynowego, który za 25 mln dolarów przekazanych na fundusz wyborczy „kupił sobie amerykańskiego prezydenta”[13] i jego wdzięczność. Można się tylko domyślać, czego będą sobie życzyli inni sponsorzy kampanii Trumpa, a jest ich całkiem sporo, bo na jego zapleczu grasują tacy koszerni krezusi, jak: Roy Cohn, Carl Icahn, Isaac Perlmutter, Ronald Perelman czy Steven Roth[14]. Nie można oczywiście zapominać o „Bibi” Netanjahu, starym przyjacielu rodziny Kushnerów, dokładającym wielu starań, aby na bieżąco monitorować politykę Waszyngtonu. W tym roku odwiedził już kilkakrotnie stolicę USA, gdzie czuje się jak u siebie, otoczony życzliwością przyjaciół żydowskich.

Jest oczywistym, że polityka globalnych potęg, w szczególności Stanów Zjednoczonych, ma niebagatelny wpływ na sytuację całego świata i byłoby truizmem rozwodzić się na ten temat, zwłaszcza, że zagadnienie to jest dokładnie opisane. Chciałbym się jednak odnieść do wątku polskiego występującego w tej sprawie, ponieważ dotyczy to mnie osobiście, jako Polaka i patriotę. Jaki więc wpływ na Polskę wywiera polityka realizowana przez lobby izraelskie w USA? Zacznę od tego, że przekłada się ona zarówno na naszą gospodarkę, jak i na kieszeń każdego obywatela polskiego. Jesteśmy bowiem dużym konsumentem ropy naftowej i każde wahnięcie ceny płaconej za jej baryłkę odbija się na konkurencyjności polskiej gospodarki i zasobności naszych portfeli, a cena ta wzrosła w ostatnim czasie o około 60%. Dlaczego ceny paliw na stacjach benzynowych rosną tak szybko? ***ąc od niewątpliwie ważnych argumentów dotyczących zbyt dużego udziału podatków w cenie litra paliwa, skupmy się teraz na innej kwestii, która ze względu na podjęty w artykule temat jest niezwykle istotna. Niedawno odniósł się do niej premier Morawiecki, który powiedział: „To, że dzisiaj benzyna jest trochę droższa, niż była wcześniej, nie ma najmniejszego związku z tym, co się dzieje w polityce polskiej. Jest to wyłącznie związane z wypowiedzeniem układu z Iranem przez Stany Zjednoczone o zakazie produkcji broni jądrowej przez Iran, jak również z niepokojami na Bliskim Wschodzie i zacieśniającą się polityką pieniężną Stanów Zjednoczonych, która powoduje, że dolar jest coraz mocniejszy – a ropę sprzedaje się w dolarach”[16]. Premier, jak było do przewidzenia, gdy został zapytany o możliwość obniżenia akcyzy na paliwa, zrobił unik i wyraził tylko nadzieję, że benzyna stanieje, ale jego zdaniem „zależy to od tego, czy złotówka się umocni względem dolara i od tego czy sytuacja na świecie się uspokoi”. To, że rząd nie kwapi się z podjęciem interwencji na rynku paliw akurat mnie nie dziwi, ponieważ obecna ekipa, która realizuje wiele programów socjalnych, kupując sobie w ten sposób poparcie wyborców, cieszy się z rosnących wpływów budżetowych, a te przecież powiązane są z wysokością podatków pośrednich zawartych także w cenie paliwa. Tyle tylko, że za „szczodrość” rządu płacą wszyscy Polacy, bowiem jednocześnie rosną ceny innych produktów i usług, a rodzime przedsiębiorstwa ledwo dyszą. Jednak widocznie niewiele to obchodzi dygnitarzy państwowych, liczących zapewne na mannę z Brukseli i wdzięczność możnego protektora zza oceanu.

Tymczasem w kwietniu 2018 roku wpłynął do gdańskiego Naftoportu pierwszy tankowiec z ropą irańską, co skomentował prezes PKN Orlen, Daniel Obajtek, w następujący sposób: „Dostawa z Iranu stała się faktem. Ropa z kierunku bliskowschodniego daje nam wiele możliwości. Przede wszystkim umożliwia dywersyfikację kierunków dostaw i zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego państwa”[16]. Dodajmy też, że pozyskiwany z Bliskiego Wschodu surowiec jest lepszy od rosyjskiego, bo zawiera mniej siarki oraz daje „możliwość wyprodukowania relatywnie dużej ilości tzw. produktów białych, takich jak benzyna, nafta i olej napędowy”. Zwiększanie więc zakupów tego surowca z Iranu ma duże znaczenie dla zmniejszenia naszego uzależnienia od Rosji i wynegocjowania korzystniejszych cen ropy dostarczanej przez koncerny rosyjskie. Jednak zapowiadane przez administrację amerykańską sankcje, które mają być nałożone na Teheran, mogą zrujnować polskie plany[17]. Przyczyną tego są interesy Izraela, o które dba prezydent Trump i wspierające go lobby izraelskie. Wykazują oni w tym względzie tak wielką determinację, że nawet usuwają z Białego Domu urzędników, którzy mają odmienne zdanie w kwestii bezwarunkowego wspierania państwa żydowskiego. Przykładem tego jest zdymisjonowanie w marcu 2018 roku sekretarza stanu, Rexa Tillersona, bo sprzeciwiał się zerwaniu przez USA układu nuklearnego z Iranem. Jego miejsce zajął dotychczasowy szef CIA, Mike Pompeo, nawołujący do rozprawy z tym państwem[18]. W tym kontekście powinno też niepokoić, że rosnące ceny ropy wzmacniają budżet Rosji, który jest w znacznej mierze zasilany pieniędzmi z jej sprzedaży, co umożliwia Putinowi zwiększanie nakładów na zbrojenia i łagodzi sankcje nałożone na jego kraj[19]. Niepokojące były także wypowiedzi Trumpa przed szczytem G7 w Kanadzie, ponieważ stwierdził, że „Rosja powinna być na tym spotkaniu, powinna być jego uczestnikiem”. Dodał jeszcze, że „można się zgadzać lub nie i może to nie jest politycznie poprawne”, ale „mamy świat do zarządzania”[20]. Jego zagranie przypomina do złudzenia politykę resetu w stosunkach z Rosją, na której przejechał się już prezydent Obama, kompletnie ograny przez Rosjan, czego negatywne skutki odczuliśmy też na własnej skórze[21].

Kolejnym poważnym problemem w relacjach polsko-amerykańsko-żydowskich jest uchwalenie przez Senat USA – Just Act 447 – Justice for Uncompensated Survivors Today (Sprawiedliwość dla ocalonych, którzy nie otrzymali zadośćuczynienia). Został on w kwietniu 2018 roku zatwierdzony przez Izbę Reprezentantów Kongresu, która nie wprowadziła w nim żadnych zmian, ale sposób jego procedowania był podejrzany i niejasny. W kilka dni później prezydent Trump bez zmrużenia oka podpisał tę ustawę, dającą „Departamentowi Stanu USA prawo do wspomagania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holocaustu oraz wspierania ich poprzez swoje kanały dyplomatyczne w odzyskaniu żydowskich majątków, które nie mają spadkobierców”[22]. Ustawa zobowiązuje także „Departament Stanu do przygotowania w ciągu 18 miesięcy raportu na temat tego, jak poszczególne kraje wywiązują się z obowiązku restytucji mienia” i trzeba zaznaczyć, że państwa z byłego bloku komunistycznego mają być objęte szerszym zakresem monitoringu. Profesor Norman Finkelstein określił inicjatorów ustawy 447 mianem „hien cmentarnych”. Nie ma też wątpliwości, że „w tej konkretnej ustawie chodzi przede wszystkim o Polskę”. Ocenił również, że roszczenia wysuwane wobec Polski „nie mają nic wspólnego z samymi ofiarami, z ludźmi, którzy przeżyli Holokaust lub z ich spadkobiercami. To przedsięwzięcia oszukańczych organizacji żydowskich, które wykorzystują Holokaust jako broń służącą do wzbogacenia się. Prawdziwe ofiary lub ich spadkobiercy nic z tego nie dostają”[23].

Sytuacja, która powstała w wyniku przeforsowania ustawy 447 w USA jest naprawdę groźna i stawia Polskę w trudnym położeniu, ponieważ ukazała nam w całej pełni siłę lobby żydowskiego w Ameryce, które dzięki swoim wpływom uzyskało potężne narzędzie nacisku, bo jak to ujął wspierający tę ustawę kongresmen Ed Royce – „Just Act pomoże wywrzeć presję na kraje ociągające się z restytucją mienia poprzez wskazanie ich i zawstydzenie”. Nie należy przy tym brać dosłownie stwierdzenia sugerującego, że w razie oporu grozi nam jedynie publiczne napiętnowanie. Żydzi bowiem podejmując się wymuszenia na nas bezzasadnych roszczeń sięgną do sprawdzonych metod, które wcześniej umożliwiły im dopadnięcie banków szwajcarskich i przemysłu niemieckiego, a mają w tym zakresie wielkie możliwości, o czym pisał już Norman Finkelstein w swojej książce „Przedsiębiorstwo holokaust”. Ocenił on zresztą w rozmowie z dziennikarzem tygodnika „Do Rzeczy”, że: „Największe niebezpieczeństwo to naciski ze strony Izraela. Netanjahu ma dostęp do ucha Donalda Trumpa i widać, że część państw boi się zrobić cokolwiek wbrew woli Izraela. Niebezpieczeństwem jest to, że rządy i jednostki będą się teraz bały szantażu: sprzeciw wobec działań Izraela może się skończyć karą ze strony USA. Boję się, że uzasadniona krytyka wobec potwornych działań Izraela na niektórych polach będzie uciszana”. I jak pokazuje rzeczywistość sformułowane przez niego ostrzeżenia mają bardzo mocne podstawy, bowiem administracja amerykańska już od kilku miesięcy wywierała silną presję na władze naszego kraju w sprawie wycofania się z nowelizacji ustawy o IPN, co współgrało z antypolskimi atakami ze strony Izraela. Doświadczyliśmy więc gróźb zawartych w listach senatorów i kongresmenów, jak również w oświadczeniu Departamentu Stanu, w którym bez ogródek stwierdzono, że „reperkusje, które wprowadza projekt ustawy, mogą mieć wpływ na strategiczne interesy Polski, a także jej relacje ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem”[24]. Mieliśmy też w Warszawie wizytę rewizora zza oceanu, który odbył dyscyplinujące rozmowy z prezydentem, premierem, szefem MSZ oraz prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Jednak najdotkliwszą „karą” okazało się nieformalne uznanie polskich liderów za persona non grata w Białym Domu, co zaskutkowało tym, że zawieszono dwustronne kontakty na najwyższym szczeblu[25]. Przekonał się o tym boleśnie Andrzej Duda, który pomimo tego, że przebywał przez tydzień w USA i czynił starania o audiencję u prezydenta Trumpa, to został przez niego ostentacyjnie zlekceważony. Amerykanie mieli też podobno grozić nam blokadą finansowania wspólnych projektów wojskowych, a przecież nie wiemy o wszystkich zakulisowych formach szantażu z ich strony, którego skuteczność obecnie wydaje się być niepodważalna.

Świadczy o tym całkowita kapitulacja władz polskich przed dyktatem żydowskim, bowiem 27 czerwca 2018 roku, na wniosek premiera Morawieckiego, Sejm dokonał w ekspresowym trybie zmiany ustawy o IPN, uchylając artykuły 55a i 55b, mówiące o konsekwencjach karnych „za publiczne przypisywanie Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie popełnione przez III Rzeszę”. I wbrew temu, co głosi Mateusz Morawiecki, deklarujący, że: „Nie ustępujemy z niczego. Zrealizowaliśmy więcej niż zakładaliśmy, pobudziliśmy świadomość na świecie. Działamy w realiach międzynarodowych i bierzemy je pod uwagę”. To nie ma cienia wątpliwości, że Polska poniosła klęskę i doznała okropnego upokorzenia. Nie zmieni tego faktu zaklinanie rzeczywistości przez propagandę rządową, a o skali porażki i hańby świadczą najlepiej entuzjastyczne komentarze w prasie izraelskiej, która odtrąbiła zwycięstwo, podkreślając, że Polska ugięła się pod presją Izraela i USA.

Można oczywiście podawać w wątpliwość: Czy perypetie związane z nowelizacją ustawy o IPN mają związek z jakością relacji polsko-amerykańsko-izraelskich? Czy zasadne jest ich łączenie z ustawą 447? Czy roszczenia żydowskie wobec Polski mogą być zrealizowane? Jednak byłoby skrajną naiwnością, gdybyśmy uwierzyli w zapewnienia specjalistów od robienia „dobrego” wrażenia i stwarzania pozorów, którzy wciąż powtarzają: „Polacy nic się nie stało”. W Polsce bowiem mamy do czynienia z potężnym lobby żydowskim, podobnym do istniejącego w USA, które ponad podziałami politycznymi działa na rzecz interesów Izraela. I łatwo można zaobserwować, że niezależnie od temperatury sporu w różnych kwestiach i stopnia nienawiści partyjnej, to wśród ugrupowań parlamentarnych panuje absolutna zgoda w sprawie stosunku do Żydów. Można wręcz rzec, że w naszym kraju jest w tym względzie znacznie gorzej, bo o ile w Stanach Zjednoczonych wspomniane lobby wywiera silny wpływ na politykę amerykańską, to w Polsce całkowicie nią zawładnęło i sprawuje bezpośrednie rządy, które przypominają już żydowski zarząd komisaryczny.

Większość uczciwych komentatorów politycznych zgadza się, co do tego, że w awanturze o polską politykę historyczną, którą rząd przegrał z kretesem, chodzi tak naprawdę o przygotowanie gruntu prawnego, politycznego i propagandowego pod akcję wydojenia Polski na wiele miliardów dolarów. Dlatego kapitulacja, która miała ostatnio miejsce, wytworzyła bardzo niebezpieczną sytuację. Ujawniła bowiem porażającą skalę zależności „polskich” polityków od wpływów zewnętrznych oraz ich poniżającą uległość wobec Izraela i Stanów Zjednoczonych. Dla partii rządzącej, ale także dla opozycji, ważniejsza i atrakcyjniejsza jest rola akwizytorów obcych interesów niż lojalna służba państwu polskiemu, którego oficjalnie są przedstawicielami. Niepokojące jest również to, że w kwestii roszczeń żydowskich panuje całkowita zmowa milczenia wśród polityków z różnych opcji, którzy jeśli już cokolwiek o tym mówią, to nie biją na alarm, lecz usypiają czujność opinii publicznej. Całkowitą bierność wykazuje też „nasza” dyplomacja, zabiegająca jedynie o to, aby środowiska żydowskie robiły jak najmniejszy rejwach wokół tej sprawy, bo utrudnia to życie „polskim” politykierom, którzy muszą się tłumaczyć „ciemnemu ludowi”. Oburzająca jest również forma procedowania ustawy o IPN, czyniąca z posłów i senatorów bezwolne maszynki do głosowania, a prezydenta sprowadzająca do roli notariusza żyrującego kompletny upadek moralny parlamentaryzmu polskiego. To wstyd i hańba, że rządzą nami takie nędzne kreatury. W dodatku ukrywające przed społeczeństwem prawdziwe rozmiary swojej szkodliwej działalności. Izraelczycy ujawnili bowiem, że na prośbę polskiego szefa rządu premier Netanjahu wyznaczył dwóch zauszników, którzy potajemnie omawiali warunki polskiej kapitulacji z „dwoma parlamentarzystami PiS, bliskimi Morawieckiemu”, a działo się to w Wiedniu i „w ośrodku izraelskiego wywiadu w Giliot na północ od Tel Awiwu”[26]. Potwierdził te fakty prezes Kaczyński, który stwierdził: „Nie mogę zdradzać szczegółów tych uzgodnień […]. Negocjacje zaczęły się wiele miesięcy temu i najważniejsze elementy wspólnej deklaracji też zostały wypracowane już dość dawno. Przez ostatnie tygodnie trwało doprecyzowanie szczegółów – istotnych, ale jednak szczegółów. […] Negocjacje trwały w ciszy, w wielkiej dyskrecji. Wiedziało o nich bardzo ograniczone grono osób”[27]. Nie dość więc, że potajemnie knuli z naszymi wrogami, to jeszcze od samego początku przewidywali taki rozwój wypadków. Polakom zaś wmawiali, że będą walczyć do końca o naszą godność i „nie oddadzą nawet jednego guzika”. Dlatego rację ma prof. Jacek Bartyzel pisząc, że: „Tzw. dobra zmiana, której głosiciele obiecywali obronę i wzmocnienie naszej suwerenności państwowej, nie tylko że nie uczyniła nic, aby to urzeczywistnić, ale stworzyła swoją chaotyczną i resentymentalną polityką zagraniczną nowe czynniki zagrożenia. Zmniejszył się wprawdzie stopień serwilizmu wobec Berlina, uprawianego przez poprzednią ekipę rządową, ale w to miejsce służalczość wobec amerykańskiego hegemona osiągnęła niebotyczne rozmiary. Ceną płaconą za ten protektorat, będący iluzoryczną gwarancją naszego bezpieczeństwa, jest także znoszenie coraz bardziej dotkliwych upokorzeń ze strony Izraela i całego żydowskiego »anonimowego mocarstwa«”.

W tych okolicznościach nikt już chyba nie ma wątpliwości, że gdy przyjdzie stawić czoło roszczeniom żydowskim, to wtedy rządzący nikczemnicy rzucą nas na pastwę pazernych lichwiarzy, tak samo, jak to uczynili w przypadku rezygnacji z walki o naszą godność. Burza rozpętana wokół ustawy o IPN była zapewne testem naszej wytrzymałości i poligonem, na którym sprawdzano najskuteczniejsze metody paraliżowania naszego oporu. Była też zasłoną dymną przykrywającą utrącenie ustawy reprywatyzacyjnej, która nie satysfakcjonowała Żydów oraz posłużyła do odwrócenia uwagi, podobnie jak sprawa Pomnika Katyńskiego w Jersey City, od Aktu 447 forsowanego w USA. Należy więc zadać pytanie: Kto ponosi winę za klęskę? Pomimo tego, że szef polskiego rządu, który uważa się za zwycięzcę, odradza poszukiwania winnych, to ja jednak wskażę osobników, którym zawdzięczamy największe od wielu lat upokorzenie. Winę ponosi przede wszystkim grupa trzymająca władzę, a więc: Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i Andrzej Duda, których wspomagają marszałkowie Kuchciński i Karczewski. To oni powinni zakosztować nie tylko surowego werdyktu historii, ale także osądzenia przed Trybunałem Stanu, ponieważ ich tchórzostwo przyczyniło się do przegrania batalii o polską politykę historyczną, w awanturze, którą sami rozpętali oraz otworzyło drogę do grabieży polskiego majątku.

Poruszane w tym artykule zagadnienia skłaniają również do refleksji nad stanem naszych relacji z Ameryką. Dotychczas bowiem zbyt wielu Polaków uwiedzionych komplementami wygłoszonymi przez prezydenta amerykańskiego na Placu Krasińskich w 2017 roku nie dostrzegało, że w istocie Trump nie kocha Polski, lecz traktuje nasz kraj jak pionek na swojej globalnej szachownicy. W końcu jednak „rozwój wydarzeń pokazał, że spośród dwóch sojuszników Ameryki – Polski i Izraela – sojusznik żydowski jest dla władz amerykańskich znacznie ważniejszy niż sojusznik polski”[28]. Czas więc oprzytomnieć, bo nie chodzi już tylko o naszą godność, do której zbyt wielu rodaków ma stosunek lekceważący, ale gra toczy się o bardzo wymierne kwoty. Jeśli bowiem rząd polski zgodzi się zapłacić haracz Żydom, to nie tylko postawi Polskę w szeregu sprawców odpowiedzialnych za Holokaust, lecz także cofnie nas w rozwoju cywilizacyjnym, co najmniej do początku tzw. transformacji ustrojowej. Ogromna skala wymuszenia rozbójniczego, któremu organizacje żydowskie próbują nadać sankcję prawną, jest bardziej rujnująca niż rosnące ceny paliw i inne koszty, które ponosimy w związku z bezmyślnym i bezwarunkowym popieraniem polityki amerykańskiej.

Doznaliśmy upokarzającej porażki, ale jest jeszcze czas na to, aby pokazać, że „mądry Polak po szkodzie” i wystawić rachunek tym politykom, którzy ponoszą za nią odpowiedzialność, bo widocznie nie nadają się do rządzenia i jak to ujął klasyk – im raczej „kury szczać prowadzić, a nie politykę robić”.

Wojciech Podjacki

[1] https://wpolityce.pl/polityka/373165-usa-przegraly-114-w-radzie-bezpieczenstwa-a-9128-w-zgromadzeniu-ogolnym-onz-swiat-nie-uznal-jerozolimy-za-terytorium-i-stolice-izraela
[2] https://wiadomosci.wp.pl/usa-wystapily-z-rady-praw-czlowieka-onz-to-szambo-6264696871769729a
[3] https://www.money.pl/gielda/wiadomosci/artykul/zerwana-umowa-z-iranem-donald-trump-ropa,165,0,2405285.html
[4] https://www.tvp.info/10447823/10-lat-od-wybuchu-wojny-w-iraku
[5] J. J. Mearsheimer, S. M. Walt, Izraelskie lobby w USA, Warszawa 2011, s. 19.
[6] M. Wolff, Ogień i furia. Biały Dom Trumpa, Warszawa 2018, s. 217, 221, 225.
[7] Tamże, s. 115–116, 120–121, 130, 219.
[8] Tamże, s. 116-117, 221.
[9] https://www.forbes.pl/wiadomosci/jared-kushner-kim-jest-ziec-donalda-trumpa/58fpg5k
[10] Tamże.
[11] M. Wolff, Ogień i furia…, s. 118–119, 221–222, 225, 230.
[12] Tamże, s. 116, 220.
[13] T. Kwaśnicki, Ameryka nie kocha Polski, „Do Rzeczy”, nr 21/2018, s. 24.
[14] M. Wolff, Ogień i furia…, s. 218.
[15] https://www.polskieradio.pl/42/3168/Artykul/2131792,Premier-Mateusz-Morawiecki-wyzsza-cena-benzyny-nie-jest-zwiazana-z-polska-polityka
[16] https://www.pb.pl/iranska-ropa-doplynela-do-polski-910524
[17] https://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/go-iran-polska-donald-trump-sankcje,207,0,2407375.html
[18] https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/rex-tillerson-odchodzi-z-departamentu-stanu-usa,821871.html
[19] https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2017-12-06/rosja-ostrozny-budzet-na-lata-2018-2020
[20] https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/trump-rosja-powinna-dolaczyc-do-g7,843660.html
[21] http://nczas.com/2018/06/10/trump-popelnia-blad-obamy-robi-reset-z-rosja-czy-stoi-za-nim-izrael/
[22] https://wiadomosci.wp.pl/usa-prezydent-podpisal-just-act-447-wskaze-i-zawstydzi-inne-kraje-6250187447330945a
[23] Trump ich nie poprze. Z prof. Normanem G. Finkelsteinem, amerykańskim politologiem rozmawia Piotr Włoczyk, „Do Rzeczy”, nr 24/2018, s. 56–58.
[24] http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,22967486,departament-stanu-usa-ostro-skrytykowal-ustawe-o-ipn-skorzystaja.html
[25] https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/sankcje-usa-z-powodu-ustawy-ipn-uderza-w-andrzeja-dude-i-morawieckiego/qv9mme6?utm_source=wiadomosci_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2
[26] https://wiadomosci.wp.pl/spotkanie-w-siedzibie-mosadu-kulisy-rozmow-z-izraelem-ws-ustawy-o-ipn-6267992816043649a
[27] https://wpolityce.pl/polityka/401585-jaroslaw-kaczynski-celem-polski-i-izraela-jest-prawda
[28] M. Miszalski, Problem pozostał, będzie narastał – co dalej?, „Najwyższy Czas”, nr 25–26/2018, s. XXII.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
yeti



Dołączył: 29 Sty 2007
Posty: 92

PostWysłany: Czw Gru 20, 2018 10:06 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

ciekawe, czy ktokolwiek to czyta .... Smile i po co ?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
yeti



Dołączył: 29 Sty 2007
Posty: 92

PostWysłany: Czw Gru 20, 2018 10:07 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

chopki roztropki ze wsi polska biorą się za politykę międzynarodowa. Jak nam kto fiknie to mamy ... widły od gnoju,
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Nielatający



Dołączył: 15 Lip 2019
Posty: 1
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Wto Lip 16, 2019 8:45 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cena jest za duża. Za duuuża!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Knight_in_fire



Dołączył: 06 Maj 2014
Posty: 145
Skąd: Rybnik

PostWysłany: Pon Wrz 30, 2019 10:43 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

https://www.nacjonalista.pl/2019/09/30/koszerna-prawica-i-wyborcza-potepiaja-plakaty-uwaga-pasozydy/
http://autonom.pl/?p=28070

Tradycyjnie, przytoczę fragment, dotyczący działalności tych ludzi, nawołujący do odzyskania przestrzeni publicznej
przez Polaków w tej kwestii, mając na uwadze roszczenia żydowskie wobec Polski i okupację Palestyny:

Cytat:
Zacznijmy od początku. Dwa dni temu facebookowe profile Weissa i Danielsa doniosły o napotkanych na mieście plakatach. Temat od razu podjęty został przez Gazetę Wyborczą i Radio Zet. Na wspomnianych materiałach widzimy wizerunki pięciu osobników, których działalność daje się Polsce i Polakom mocno we znaki. Niektórzy z nich operują w naszym kraju już od wielu lat pełniąc odpowiednie funkcje nadzorcze wobec tubylców i polityki ich państwa(?). Mamy więc wspomnianego Jonnego Danielsa, lobbystę i personę ze wszech stron podejrzaną, jeśli ktokolwiek zwrócił uwagę na jego karierę/zadanie w naszym kraju. Mamy Szewacha Weissa, który od lat odgrywa u nas rolę „dobrego policjanta” i „przyjaciela Polaków”, oczywiście trzymając rękę na pulsie odnośnie „polskiego antysemityzmu” oraz wyimaginowanych oskarżeń i roszczeń wobec Polaków. Obok nich znany z podobnej roli naczelny rabin Polski, Michael Schudrich, stały bywalec chanukowych kolacyjek w Pałacu Prezydenckim i także „dyżurny, ale surowy przyjaciel”. Pośród nich dwie damy w randze ambasadora, czyli Anna Azari, znana z wściekłych ataków na Polaków, ich godność i historię, oraz nieustępująca jej w perfidii najnowsza nadzorczyni nadwiślańskiego bantustanu Georgetta Mosbacher, skwapliwie rozstawiająca po kątach polskie władze w najróżniejszych sprawach.

Na wlepkach tych, hasłem głównym jest „Uwaga! Pasożydy!”. Zastosowany został tutaj więc chwyt propagandowy/marketingowy, gra słów określająca, prowadzoną konsekwentnie od początku III RP, nagonkę na Polskę i Polaków ze strony środowisk żydowskich (amerykańskich, izraelskich i „rodzimych”), oraz jej, na dzień dzisiejszy, główne postacie. Mniejszym drukiem czytamy: „Stop mafii roszczeniowej. Stop żydowskiej okupacji”, a dalej „Nigdy więcej przepraszania, nigdy więcej syjonizmu”.

Co tak bardzo zbulwersowało pana Rolę, który najwidoczniej poczuł się już w pełni „autorytetem”? Tego nie wiedzą także jego widzowie, ponieważ kilkaset komentarzy, które pokazały się pod programem, świadczą raczej o poparciu dla napotkanego na przystankach projektu. Widzowie pytają więc, w którym miejscu napisano nieprawdę? Działalność pokazanych osób i ich szkodliwe dla Polski akcje podejmowane od lat, a także żerowanie na publicznych pieniądzach instuytucji, z którymi są związani, przy jednoczesnym zaciekłym atakowaniu Polaków i trzymaniu nad nimi nadzoru, zarówno moralnego jak i prawnego (na skiniene palca tych osób i instytucji z nimi powiązanych, polskie służby wszczynają szykany wobec osób, grup i całych środowisk).


To samo dotyczy też Sumlińskiego i Kolonki, który okazał się sojusznikiem Konfederacji. Ludzie - swoje interesy narodowe trzeba mieć i o nie walczyć i bronić. Nie można prowadzić polityki i interesów ze państwami, środowiskami i religiami, których interesy są antytetyczne względem potrzeb krajowych. Jest to wysoce niebezpieczne i nieefektywne, a ostatecznie prowadzi do zdrady. O sprawie roszczeń mówił już śp. prof. Bogusław Wolniewicz jeszcze w 2008 r.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wirtualny KNURÓW Strona Główna -> Wolna dyskusja Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
statystyka